„Podatek estoński” stymulowałby rozwój inwestycji

„Podatek estoński” stymulowałby rozwój inwestycji

„Podatek estoński” stymulowałby rozwój inwestycji

Według koncepcji Fundacji Pomyśl o Przyszłości i firmy audytorsko-doradczej Grant Thornton rozwiązaniem zachęcającym firmy do inwestycji mógłby być CIT płacony dopiero w momencie wypłaty zysku ze spółki, czyli tzw. podatek estoński. Jego wprowadzenie mogłoby pozytywnie wpłynąć na rozwój gospodarki.



Jednym z największych wyzwań, stojących obecnie przed polską gospodarką, jest stosunkowo niewielki kapitał własny polskich firm oraz związana z tym stosunkowo niewielka skłonność sektora prywatnego do zwiększania wydatków na inwestycje. Jak wiadomo, od lat polskie firmy są wręcz skazane na skomplikowany system podatkowy, wymagający śledzenia zmian w przepisach i prowadzenia żmudnej ewidencji podatkowej.

Zgodnie z propozycją Fundacji Pomyśl o Przyszłości, przygotowaną z firmą audytorsko-doradczą Grant Thornton, sposobem na usunięcie obu tych barier może być tzw. podatek estoński. Według tej koncepcji, CIT odprowadzany jest nie od wypracowanego przez firmę zysku w danym roku, ale dopiero w momencie wypłaty tego zysku z firmy w formie dywidendy. Dopóki pieniądze pozostają w firmie (zyski są reinwestowane w następne przedsięwzięcia rozwojowe), podatek nie jest wymagany. Właściciel firmy musi go zapłacić dopiero gdy chce wykorzystać wypracowany majątek do innych celów takich jak konsumpcja czy sfinansowanie zupełnie nowych przedsięwzięć biznesowych.

Ulga podatkowa na inwestycje

Wprowadzenie podatku estońskiego w Polsce byłoby przede wszystkim swoistą „ulgą podatkową” na inwestycje. Zgodnie z obecnymi przepisami, każda inwestycja w firmie jest niejako dwukrotnie opodatkowana – obłożona jest nie tylko stawką 23 proc. VAT, ale też 19% CIT. Jeśli bowiem firma chce zainwestować cały uzyskany w minionym roku zysk, musi najpierw odprowadzić 19% CIT, a tylko pozostałe 81% może przeznaczyć na rozwój. Co zmieniłoby się po wprowadzeniu podatku estońskiego? Reinwestowane mogłoby być 100% zysku. Byłoby to spełnienie promowanego obecnie przez rząd pomysłu „cała Polska strefą ekonomiczną” . Co więcej, obyłoby się bez kosztownej administracji stref.


Dariusz Bednarski, Partner Zarządzający w Grant Thornton:

W efekcie podatek estoński z jednej strony stymulowałby rozwój inwestycji prywatnych, których niedobór od lat jest systemową barierą w rozwoju polskiej gospodarki, a z drugiej – ułatwiałby kumulowanie kapitału wewnątrz sektora przedsiębiorstw oraz zniechęcałby do wypłaty dywidendy za granicę przez firmy z obcym kapitałem.

Pozostałe zalety

Jak podkreślono wartość „deregulacyjna” podatku estońskiego jest nie do przecenienia. Przede wszystkim podatnicy CIT zostaliby zwolnieni z obowiązku prowadzenia ewidencji księgowej dla celów podatkowych, ponieważ do ustalenia wysokości podatku wystarczyłoby udokumentowanie wypłaty dywidendy. Zasady odprowadzania CIT byłyby proste (likwidacji musiałyby ulec wszelkie „wyjątki od reguły”, np. ulgi podatkowe czy zwolnienia) i takie same dla wszystkich podatników.

Koszt reformy

Zgodnie z tą koncepcją po pewnym okresie przejściowym korzyści dla gospodarki i budżetu państwa wynikające z reformy byłyby wyższe niż koszty. Więcej na temat zalet tego rozwiązania i kosztów reformy dla budżetu państwa na stronie
http://grantthornton.pl/publikacja/podatek-estonski-sposobem-na-rozwoj-polskiej-gospodarki/

Jednym z największych wyzwań, stojących obecnie przed polską gospodarką, jest stosunkowo niewielki kapitał własny polskich firm oraz związana z tym stosunkowo niewielka skłonność sektora prywatnego do zwiększania wydatków na inwestycje. Jak wiadomo, od lat polskie firmy są wręcz skazane na skomplikowany system podatkowy, wymagający śledzenia zmian w przepisach i prowadzenia żmudnej ewidencji podatkowej.

Zgodnie z propozycją Fundacji Pomyśl o Przyszłości, przygotowaną z firmą audytorsko-doradczą Grant Thornton, sposobem na usunięcie obu tych barier może być tzw. podatek estoński. Według tej koncepcji, CIT odprowadzany jest nie od wypracowanego przez firmę zysku w danym roku, ale dopiero w momencie wypłaty tego zysku z firmy w formie dywidendy. Dopóki pieniądze pozostają w firmie (zyski są reinwestowane w następne przedsięwzięcia rozwojowe), podatek nie jest wymagany. Właściciel firmy musi go zapłacić dopiero gdy chce wykorzystać wypracowany majątek do innych celów takich jak konsumpcja czy sfinansowanie zupełnie nowych przedsięwzięć biznesowych.

Ulga podatkowa na inwestycje

Wprowadzenie podatku estońskiego w Polsce byłoby przede wszystkim swoistą „ulgą podatkową” na inwestycje. Zgodnie z obecnymi przepisami, każda inwestycja w firmie jest niejako dwukrotnie opodatkowana – obłożona jest nie tylko stawką 23 proc. VAT, ale też 19% CIT. Jeśli bowiem firma chce zainwestować cały uzyskany w minionym roku zysk, musi najpierw odprowadzić 19% CIT, a tylko pozostałe 81% może przeznaczyć na rozwój. Co zmieniłoby się po wprowadzeniu podatku estońskiego? Reinwestowane mogłoby być 100% zysku. Byłoby to spełnienie promowanego obecnie przez rząd pomysłu „cała Polska strefą ekonomiczną” . Co więcej, obyłoby się bez kosztownej administracji stref.


Dariusz Bednarski, Partner Zarządzający w Grant Thornton:

W efekcie podatek estoński z jednej strony stymulowałby rozwój inwestycji prywatnych, których niedobór od lat jest systemową barierą w rozwoju polskiej gospodarki, a z drugiej – ułatwiałby kumulowanie kapitału wewnątrz sektora przedsiębiorstw oraz zniechęcałby do wypłaty dywidendy za granicę przez firmy z obcym kapitałem.

Pozostałe zalety

Jak podkreślono wartość „deregulacyjna” podatku estońskiego jest nie do przecenienia. Przede wszystkim podatnicy CIT zostaliby zwolnieni z obowiązku prowadzenia ewidencji księgowej dla celów podatkowych, ponieważ do ustalenia wysokości podatku wystarczyłoby udokumentowanie wypłaty dywidendy. Zasady odprowadzania CIT byłyby proste (likwidacji musiałyby ulec wszelkie „wyjątki od reguły”, np. ulgi podatkowe czy zwolnienia) i takie same dla wszystkich podatników.

Koszt reformy

Zgodnie z tą koncepcją po pewnym okresie przejściowym korzyści dla gospodarki i budżetu państwa wynikające z reformy byłyby wyższe niż koszty. Więcej na temat zalet tego rozwiązania i kosztów reformy dla budżetu państwa na stronie
http://grantthornton.pl/publikacja/podatek-estonski-sposobem-na-rozwoj-polskiej-gospodarki/



Ulga podatkowa na inwestycje

Wprowadzenie podatku estońskiego w Polsce byłoby przede wszystkim swoistą „ulgą podatkową” na inwestycje. Zgodnie z obecnymi przepisami, każda inwestycja w firmie jest niejako dwukrotnie opodatkowana – obłożona jest nie tylko stawką 23 proc. VAT, ale też 19% CIT. Jeśli bowiem firma chce zainwestować cały uzyskany w minionym roku zysk, musi najpierw odprowadzić 19% CIT, a tylko pozostałe 81% może przeznaczyć na rozwój. Co zmieniłoby się po wprowadzeniu podatku estońskiego? Reinwestowane mogłoby być 100% zysku. Byłoby to spełnienie promowanego obecnie przez rząd pomysłu „cała Polska strefą ekonomiczną” . Co więcej, obyłoby się bez kosztownej administracji stref.


Dariusz Bednarski, Partner Zarządzający w Grant Thornton:

W efekcie podatek estoński z jednej strony stymulowałby rozwój inwestycji prywatnych, których niedobór od lat jest systemową barierą w rozwoju polskiej gospodarki, a z drugiej – ułatwiałby kumulowanie kapitału wewnątrz sektora przedsiębiorstw oraz zniechęcałby do wypłaty dywidendy za granicę przez firmy z obcym kapitałem.

Pozostałe zalety


Koszt reformy

Wprowadzenie podatku estońskiego w Polsce byłoby przede wszystkim swoistą „ulgą podatkową” na inwestycje. Zgodnie z obecnymi przepisami, każda inwestycja w firmie jest niejako dwukrotnie opodatkowana – obłożona jest nie tylko stawką 23 proc. VAT, ale też 19% CIT. Jeśli bowiem firma chce zainwestować cały uzyskany w minionym roku zysk, musi najpierw odprowadzić 19% CIT, a tylko pozostałe 81% może przeznaczyć na rozwój. Co zmieniłoby się po wprowadzeniu podatku estońskiego? Reinwestowane mogłoby być 100% zysku. Byłoby to spełnienie promowanego obecnie przez rząd pomysłu „cała Polska strefą ekonomiczną” . Co więcej, obyłoby się bez kosztownej administracji stref.


Dariusz Bednarski, Partner Zarządzający w Grant Thornton:




W efekcie podatek estoński z jednej strony stymulowałby rozwój inwestycji prywatnych, których niedobór od lat jest systemową barierą w rozwoju polskiej gospodarki, a z drugiej – ułatwiałby kumulowanie kapitału wewnątrz sektora przedsiębiorstw oraz zniechęcałby do wypłaty dywidendy za granicę przez firmy z obcym kapitałem.

E-Doradca Analiza Finansowa