Przedstawiciel Fed znowu zaczął straszyć rynki

Przedstawiciel Fed znowu zaczął straszyć rynki

Wall Street znowu miała w czwartek szansę na ocalenia indeksu S&P 500 przed wyrysowaniem formacji RGR. Wystarczył wzrost indeksów. Wpływ na zachowanie rynków mogły mieć publikowane w czwartek dane makro oraz wyniki Wal-Mart. Okazało się, że nie tylko to się liczyło.

Jak zwykle właśnie w czwartek, w USA opublikowany został tygodniowy raport z rynku pracy. Złożono 278 tys. nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych (oczekiwano 276 tys.). Średnia 4. tygodniowa dla tych danych wzrosła. To dość ważne dane, bo im słabszy rynek pracy tym mniejsze prawdopodobieństwo, że Fed podniesie stopy. Te dane wystraszyć inwestorów nie mogły.

Opublikowany też został majowy indeks Fed z Filadelfii – wyniósł – 1,8 pkt. (oczekiwano wzrostu z -1,6 na 3,5 pkt.). Dane słabe, ale na dane regionalne od dawne giełdy nie reagują. Tym razem też nie zareagowały. Nie zareagowały też na publikację indeksu wskaźników wyprzedzających (LEI) – wzrósł o 0,6%.

Na rynek akcji wpływ mogły mieć kwartalne wyniki Wal-Mart. Były bardzo dobre, dzięki czemu akcje drożały o około dziewięć procent. Teoretycznie takie wyniki mogły zmniejszyć obawy o stan sektora sprzedaży detalicznej, ale pamiętać trzeba, że Wal-Mart jest bardzo tani, więc jego znakomite wyniki mogą sygnalizować, że Amerykanie biednieją.

Minusem było to, że znowu pojawił się przedstawiciel Fed i znowu zaczął straszyć rynki. William Dudley, szef Fed z Nowego Jorku, potwierdził, że w czerwcu (lub w lipcu) może dojść do podwyżki stóp. Na tym skupili uwagę gracze, mimo że podwyżka do 0,5%, a w końcu roku nawet do 0,75% tak naprawdę w niczym gospodarce nie zaszkodzi.

Indeks S&P 500 rozpoczął sesję od spadku i w połowie sesji tracił już jeden procent. Od tego momentu powoli, ale systematycznie zaczął się podnosić. Nie udało się wymazać spadków, ale zniżkę jedynie o 0,37% trudno nazwać przeceną. Mam wrażenie, ze rynek już przyzwyczaił się do myśli o możliwej czerwcowej podwyżce stóp. A skoro tak to spadkowa korekta powinna się powoli kończyć.

W czwartek w Polsce GUS opublikował raporty o kwietniowej dynamice produkcji oraz sprzedaży detalicznej. Dowiedzieliśmy się, że dynamika produkcji wzrosła o 6% (oczekiwano wzrostu o 3,5% r/r). Sprzedaż detaliczna wzrosła o 3,2% r/r (oczekiwano wzrostu o 3,3%).

Po bardzo słabych danych z marca te wskaźniki musiały być lepsze, ale dane o produkcji wyglądały naprawdę bardzo obiecująco. Tyle tylko że na rynkach nie doprowadziły nawet do drgnięcia kursów/indeksów.

GPW rano zachowywała się bardzo podobnie do innych giełd europejskich. WIG20 tracił dobrze ponad pół procent, a MWIG40 pół procent. Szybko jednak nastroje zaczęły się pogarszać, mimo że na innych giełdach powoli się poprawiały. Wydaje się, że to przypomnienie o ryzyku politycznym zaszkodziło GPW.

Po rynku chodziły pogłoski mówiące o kolejnym drenowaniu spółek energetycznych, które miałyby pomagać kopalniom. To oczywiście musiało przypomnieć inwestorom o decyzjach politycznych, na które czekamy (sprawa kredytów frankowych), a to z kolei uderzyło mocno w sektor bankowy. WIG20 stracił 2,28% i wylądował na poziomie najniższym od odnotowanego w połowie lutego 2016.

Wczorajsze zakończenie sesji w USA było dużo lepsze niż można było tego oczekiwać sądząc po początku sesji, więc indeksy europejskie powinny dzisiaj rozpocząć sesję od zwyżki indeksów, a to powinno pomóc również GPW. Potem znowu wszystko będzie zależało od tego jak rozpocznie się sesja w Stanach, ale większe jest dzisiaj prawdopodobieństwo wzrostu indeksów zarówno na GPW jak i na Wall Street.

Autor: Piotr Kuczyński Główny Analityk Dom Inwestycyjny Xelion
Słowa kluczowe:
FEDgiełdagpw

E-Doradca Analiza Finansowa