Gospodarka po dwóch latach rządu PiS: ocena Pracodawców RP

Gospodarka po dwóch latach rządu PiS: ocena Pracodawców RP

Gospodarka po dwóch latach rządu PiS: ocena Pracodawców RP

Dwa lata obecnej władzy można krótko opisać słowami „postęp, ale bez przełomu”. Czy sytuacja polskich przedsiębiorców zmieni się wreszcie w sposób radykalny na lepsze? Tak, jeśli rząd doprowadzi do końca wszystkie zapowiadane reformy – zarówno otoczenia prawnego, jak i zmieniające sposób działania administracji i urzędników.

 



Uchwalenie i wejście w życie licznych ułatwień dla przedsiębiorców w ustaw z tzw. pakietu “100 zmian dla firm” – to niewątpliwy sukces obecnego rządu.

– Dokonano zmian w kilkudziesięciu ustawach, w tym dość głębokich korekt Kodeksu postępowania administracyjnego, nastawionych na wzmocnienie pozycji przedsiębiorcy wobec organów administracji oraz odformalizowanie pewnych procedur –
mówi Arkadiusz Pączka, dyrektor Centrum Monitoringu Legislacji Pracodawców RP. – Zmiany te zostały wypracowane przez Ministerstwo Rozwoju oraz przedstawicieli organizacji pracodawców, a proces konsultacji społecznych - co zdarzało się rzadko w ciągu ostatnich dwóch lat - można uznać za wzorowy. Gdyby tylko inne resorty chciały czerpać dobre wzorce w tej materii od Ministerstwa Rozwoju – podkreśla Arkadiusz Pączka.

Dużym wyzwaniem stojącym przed Ministrem Rozwoju oraz Urzędem Zamówień Publicznych jest zaplanowane na 2018 rok przygotowanie projektu nowego Prawa zamówień publicznych. Uchwalona w połowie 2016 r. nowelizacja, wdrażająca unijne dyrektywy, wprowadziła istotne zmiany: ograniczyła znaczenie kryterium najniższej ceny, zwiększyła rolę klauzul społecznych, zezwoliła na bezprzetargowe (tzw. tryb in-house) zlecanie realizacji zadań (dzięki determinacji strony społecznej RDS udało się wprowadzić pewne warunki i ograniczenia dla zastosowania tego trybu). Były to jednak kolejne korekty i tak wielokrotnie łatanej, niespójnej i generalnie słabej ustawy. Konieczne jest stworzenie nowej.

– Zaniedbany w ostatnich latach obszar cyfryzacji, udało się trochę rozruszać. Ministerstwo Cyfryzacji pozbawiono zbędnego naddatku w postaci działu “administracja”, co pozwoliło skupić się urzędnikom na podstawowym zadaniu, jakim jest budowa e-państwa –
ocenia Piotr Wołejko, ekspert ds. gospodarczo-społecznych Pracodawców RP.

Minister Cyfryzacji przejął odpowiedzialność za zdecydowaną większość projektów i instytucji w tej dziedzinie, co przełożyło się na skuteczny proces decyzyjny i przyniosło widoczne postępy w cyfryzacji administracji. Resort był też otwarty na współpracę z sektorem prywatnym i gotowy do wykorzystania istniejących już narzędzi informatycznych by zachęcić jak najwięcej osób do korzystania z e-usług publicznych (dużo dobrego w promocji takiej możliwości zrobiło wykorzystanie infrastruktury banków czy ZUS przy składaniu wniosków w ramach programu Rodzina 500+).

Nie jest jednak tak, że plusy przeważają nad minusami. Karuzela stanowisk w niektórych instytucjach podległych Ministrowi Cyfryzacji paraliżowała ich pracę, a wstrzymywanie realizacji współfinansowanych ze środków unijnych projektów budowy e-administracji przełożyło się na dwa bardzo trudne lata dla polskiej branży IT – zaznacza jednak Wołejko.

Resort cyfryzacji forsował bowiem formułę tzw. body-leasingu, czyli de facto wypożyczania od firm ich programistów czy całych zespołów informatyków, co jest równoznaczne z niższymi przychodami firm IT. Nie udało się również usunąć licznych i co najważniejsze, dokładnie zidentyfikowanych barier dla rozwoju infrastruktury teleinformatycznej. Utrudnia to i zwiększa koszt inwestycji, które mają przenieść polskie społeczeństwo i gospodarkę do XXI wieku, realizując przy okazji cele wyznaczone państwom członkowskim w ramach Europejskiej Agendy Cyfrowej.

Infrastruktura i budownictwa to słaby punkt w bilansie rządu Beaty Szydło. Bardzo powoli rozkręcają się inwestycje współfinansowane ze środków UE na rozbudowę i modernizację sieci drogowej oraz kolejowej. Wprowadzenie tzw. split payment w branży budowlanej bardzo niekorzystnie wpływa na płynność przedsiębiorców, a poważne trudności z dostawami surowców, głównie kruszyw, dewastująco wpływają na harmonogramy już realizowanych inwestycji. Trudności te wynikają z czynników, które powinny być nie tylko przewidziane, ale także znajdować się pod kontrolą resortu infrastruktury i podlegających mu podmiotów.

O ile prywatni deweloperzy notują kolejne rekordy sprzedanych mieszkań, to branża cały czas czeka na ujednolicenie przepisów budowlanych oraz dotyczących zagospodarowania przestrzennego w ramach Kodeksu urbanistyczno-budowlanego. Projekt ten obecny rząd odziedziczył po poprzednim, który zlecił przygotowanie dokumentu komisji złożonej z ekspertów reprezentujących zainteresowane środowiska. Sprawa ma zatem charakter czysto merytoryczny i jako jest wyjęta ze sporów politycznych. Niestety, nawet to nie pomaga w rozpoczęciu prac nad projektem Kodeksu w Sejmie. Dokument cały czas nie został przyjęty przez rząd.

Niekorzystne są też propozycje regulacyjne resortu infrastruktury w obszarze przewozu osób. W sytuacji, gdy nowoczesne technologie oraz zachowania konsumentów wymuszają drastyczną zmianę dotychczasowych modeli biznesowych, ministerstwo proponuje wymuszenie na wszystkich przewoźnikach tego, by byli taksówkarzami (spełniając wszelkie wymogi przewidziane dla taksówkarzy).

1 stycznia 2017 zostało zlikwidowane Ministerstwo Skarbu Państwa. Spółki z udziałem Skarbu Państwa zostały rozdzielone pomiędzy poszczególnych ministrów. W ostatnich tygodniach pojawił się projekt ustawy, który wprowadza kolejną rewolucję w nadzorze, odbierając go ministrom i przenosząc w ręce Prezesa Rady Ministrów.

– Gdyby to nastąpiło, w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów konieczne byłoby stworzenie silnego departamentu sprawującego funkcje nadzorcze, czyli odtworzenie przynajmniej części struktur zlikwidowanego MSP, tylko że pod innym szyldem – tłumaczy Arkadiusz Pączka.

Dotychczasowe zmiany strukturalne niekoniecznie przyczyniły się do poprawy jakości nadzoru czy zapewnienia lepszej współpracy spółek z udziałem Skarbu Państwa. Na pewno za to pogłębiły niekorzystne zjawisko karuzeli kadrowej w zarządach i radach nadzorczych spółek. Efektem licznych zmian jest przede wszystkim znaczące ograniczenie inwestycji, w tym w kluczowych sektorach jak np. w energetyce. Mówi się co prawda o wielu wielkich projektach, lecz ich realizacja jest niemożliwa w sytuacji, gdy niektóre spółki tracą prezesa bądź członków zarządu w każdym kwartale. Spadek inwestycji widoczny jest w statystykach publikowanych przez GUS. Jest to podwójnie niekorzystne, gdyż również podmioty prywatne znacząco ograniczyły nakłady inwestycyjne w ostatnich dwóch latach – jedynym silnikiem napędzającym rozwój gospodarczy jest aktualnie konsumpcja.

– Brak inwestycji to niebezpieczna słabość polskiej gospodarki – zaznacza Arkadiusz Pączka. – Nagłe i nieprzewidywalne zmiany prawa wprowadzane w ostatnich dwóch latach doprowadziły do znaczącego pogorszenia klimatu inwestycyjnego w Polsce. Co prawda utrzymujemy zdolność do przyciągania z zagranicy głośnych inwestycji, ale sytuacja prezentuje się gorzej w przypadku codziennej działalności firm, które z tego powodu często skupiają się na ograniczaniu ponoszonego ryzyka zamiast wykorzystywaniu szans rozwojowych – tłumaczy.

Wzrost nakładów inwestycyjnych za pierwszą połowę 2017 r. wyniósł zaledwie 0,3 proc. Cel Strategii na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, jakim jest wzrost udziału inwestycji w PKB do 25 proc., zamiast się zbliżać, oddala się. Stanowi to bardzo poważny problem dla gospodarki, ponieważ wzrost bez inwestycji jest nietrwały.

Źródło: Pracodawcy RP

 

E-Doradca Analiza Finansowa